Detektyw EX 04.2017_E

DETEKTYW EXTRA 4/2017

Cena: 4.50 PLN
:

Spis treści

Prawdziwa historia Janosika z Podlasia

Podniebne szlaki

Wampir z Gałkówka

Był zbyt pewny siebie - Wywiad z Przemysławem Semczukiem

Strzały w centrum Warszawy

Z milicją nie wygrasz

Wyroki mody

Z łomem do GS-u

Bez paszportu

Życie warte trzech pierścionków

Ostatni seans filmowy

Później się dowiesz, pedale!

Dwudziesty stopień zasilania

Towarzyszowi ręka nie uschnie

Pomarańczowy fiat - ZAGADKA KRYMINALNA

Prawdziwa historia Janosika z Podlasia

Dla ścigających go milicjantów był złodziejem, bandytą i mordercą. Jednak wielu ludziom jawił się jako zawzięty wróg komunizmu, ostatni żołnierz wolnej Polski, ukrywający się w lesie jak partyzant. Potrafił zjednać sobie prostych ludzi. Okradał tylko instytucje państwowe, nie sięgał po mienie prywatne. Mało tego — skradzione dobra rozdawał, wspomagając pieniędzmi najbiedniejszych mieszkańców wsi. Z tego powodu Józefa Koryckiego często nazywano Janosikiem.

Podniebne szlaki

Mówiło się, że pluszem wwiezionym nielegalnie do Polski Ludowej można by wyłożyć wszystkie drogi wiodące nad Morze Czarne, a jako słupki drogowe ustawić czeskie kryształy. Co jednak ze szlakami lotniczymi? Cóż, te z pewnością dałoby się zasnuć kilometrami tiulu przemyconego przez zaradne stewardesy, z nieba zaś kawior mógłby spadać niczym kapuśniaczek.

Wampir z Gałkówka

Seryjni mordercy to najbardziej tajemniczy sprawcy zabójstw. Tego typu przestępstwa zdarzają się niezwykle rzadko. W powojennej historii kryminalistyki odnotowano tylko kilkanaście takich spraw. Niektóre z nich miały miejsce w okolicach Gałkówka w ówczesnym powiecie łódzkim.

Był zbyt pewny siebie - Wywiad z Przemysławem Semczukiem

W sobotę, 9 lipca 1977 roku, pod Wrocławiem lokomotywa spalinowa zderzyła się z międzynarodowym „pociągiem przyjaźni”. Śmierć na miejscu poniosło 11 osób, ale nieoficjalnie mówiło się o ponad 30 ofiarach. Ta zagadkowa tragedia na torach do dzisiaj nie doczekała się wyjaśnienia.

Strzały w centrum Warszawy

Ponad pół wieku temu dokonano w Warszawie serii brutalnych napadów z bronią w ręku, z których najgłośniejszym była kradzież pieniędzy spod banku przy ulicy Jasnej. Ginęli ludzie, broń i wielkie pieniądze. Sprawa jest jedną z największych zagadek kryminalnych powojennej Polski.

Z milicją nie wygrasz

Po kilku dniach w grupie półwolnościowej, został przewieziony do innego więzienia. Tu znowu komisja penitencjarna mówiła o „elemencie, który sądzi się z milicją i który musi być zresocjalizowany”. Na początek popularna wówczas „ścieżka zdrowia”, czyli bieg przez korytarz, na którym w dwuszeregu stali uzbrojeni w pałki strażnicy i bezlitośnie walili nimi więźniów, gdzie popadnie. Marek T. zaliczył około 30 pał.

Wyroki mody

W szarych latach PRL -u przestępczy światek nosił się tak, jak ulica. To zaleta — łatwiej wtopić się w tłum. Kiedy chciało się zadać szyku, „zaszpanować”, styl kreowały subkultury młodzieżowe. Pierwsi byli bikiniarze.

Z łomem do GS-u

Czy mógł istnieć kraj, w którym nie było profesjonalnych agencji ochrony, nie instalowano kamer, a sklepy były zabezpieczane tylko kłódkami i kratami? Kraj, w którym brakowało dosłownie wszystkiego, więc jeśli złodziejowi udało się coś ukraść, to sprzedał to natychmiast, w każdej ilości i za cenę o wiele większą niż ta sklepowa. Istnienie takiego raju dla złodziei wydaje się niemożliwe, a przecież funkcjonował przez lata. Nazywał się Polska Rzeczpospolita Ludowa.

Bez paszportu

Różnili się wyborem sposobu ucieczki. Wspólne było pragnienie wolności. Młodzi, dwudziestoletni, chcieli normalnego życia w wolnym kraju.

Życie warte trzech pierścionków

Pracownice przedszkola zeznały, że kiedy 13 maja Regina A. dowiedziała się, że w księgarni „Współczesna” sprzedawana jest poszukiwana przez nią encyklopedia, czym prędzej postanowiła ją zdobyć. Nie miała przy sobie wystarczającej gotówki, więc pożyczyła od dyrektorki 300 zł i poszła do „Współczesnej”. Wróciła po 30 minutach. Nie miała jednak encyklopedii, za to zdziwionym koleżankom z pracy opowiadała podekscytowanym tonem, że w okolicach księgarni zaczepił ją nieznajomy, szarmancki mężczyzna. Postanowiła umówić się z nim na kawę...

Ostatni seans filmowy

Tamtego tragicznego wieczora wyświetlono najpierw — cieszące się olbrzymią popularnością — polskie kroniki filmowe, potem rozpoczęła się emisja filmu. Był on przerywany co dziesięć minut. Bynajmniej nie po to, by wyświetlić reklamy, a po to, by operator mógł zmienić potężną szpulę. Każda taka kilkuminutowa przerwa była okazją do rozmowy z sąsiadami albo do zapalenia papierosa. Niedopałki rzucano pod nogi...

Później się dowiesz, pedale!

Bladym świtem 15 listopada 1985 roku funkcjonariusze zapukali do mieszkań tysięcy homoseksualistów w całej Polsce. Nie mieli nakazów aresztowania, a mimo to przyprowadzali ich do komisariatów. Tak zaczęła się niechlubna operacja „Hiacynt”, którą wspólnymi siłami zorganizowała Milicja Obywatelska i Służba Bezpieczeństwa. Wszystko na rozkaz ministra spraw wewnętrznych — generała Czesława Kiszczaka.

Dwudziesty stopień zasilania

Kowalski, Wiśniewski, Dąbrowski i Wójcik rzadko spotykali się przy brydżu. Kiedy byli studentami, potrafili grać po kilka razy w miesiącu. Teraz, kiedy mieli już rodziny i własne dobrze prosperujące firmy, coraz rzadziej udawało im się zgrać terminy, by we czwórkę spotkać się przy karcianym stoliku. Tamto listopadowe spotkanie w leśniczówce Kowalskiego planowali od dawna. Kiedy byli w komplecie, od razu siedli do gry.

Towarzyszowi ręka nie uschnie

PRL-owscy prominenci urządzali swe gabinety po mieszczańsku: XIX-wieczne obrazy na ścianach, kunsztowne bibeloty na biurkach. Wyposażało ich nader hojnie Muzeum Narodowe. Na odchodnym sięgnęli po cudze, nie po raz pierwszy zresztą.

Pomarańczowy fiat - ZAGADKA KRYMINALNA

W PRL-u kartkowy system racjonowania żywności i innych dóbr funkcjonował kilkukrotnie. Kartki uprawniały wszystkich Polaków do nabywania wybranych towarów po urzędowych cenach.